Łączna liczba wyświetleń

Obserwatorzy

piątek, 8 kwietnia 2011

Na kolorowo



Na wstępie pokażę Wam tulipany różyczkowe ( tę nazwę podał mi Pan sprzedający kwiaty - czy prawdziwa ?Może ktoś wie ? )

Tak wyglądały , gdy je kupiłam


   po dwóch dniach....

  i po 10 dniach..........



Piękne , prawda ? Jestem tą odmianą zachwycona . Zmieniam wodę co 2 dni , podcinając nieco końcówki , szczypta cukru i stoją 2 tygodnie . Przypominają mi piwonie :)
.........................................................
Zbliżający się weekend nie zapowiada się słonecznie . Szkoda , tak czekamy na więcej światła :( . W ubiegłym tygodniu był w moim mieście Jarmark Sztuki Ludowej . Oczywiście musiałam tam być i zrobiłam Wam mnóstwo zdjęć ! Zaraz je pokażę , ale przedtem...chciałam bardzo podziękować za piękne komentarze pod ostatnim moim postem -wspomnieniem :) . Cieszę się , że macie też podobne wspomnienia , że je trochę obudziłam ! Myślę , że jeszcze nieraz powspominamy....

A teraz zapraszam na wycieczkę po Jarmarku..Kto nie lubi kolorowych jarmarków ?
Ten , w Białymstoku naprawdę miał klimat . Była piękna pogoda .Wszyscy mogli się radować kolorami , zapachami i nie trzeba było kupować , aby nacieszyć się aurą rękodzieła . Na szczęście nie widziałam chińszczyzny i mogłam robić setki pięknych zdjęć ze spokojnym sumieniem , że to co widzę zrobili ludzie , którzy kochają to co robią...



  tkane kilimy wełniane z Janowa
   haft z Łowicza
łowiczanka :)

KAPELA Z LITWY
                                 


Kto taki upiecze ?


Nasze Podlaskie sery z Korycina


Na kolorowo


ceramika świetokrzyska
ręcznie malowane z Mińska



 ceramika z Litwy









 CDN.........







































środa, 30 marca 2011

Radosne wspomnienia...

malarstwo rosyjskie www.liveinernet.ru

Z napisaniem tego postu nosiłam się od dawna . Taki post nosi chyba prawie każdy w sobie  albo by chciał , bo przecież nie każdy ma wspomnienia...takie dobre wspomnienia z dzieciństwa .
Nie każdy  wakacje spędzał na wsi tak jak ja .  O tym chcę dziś napisać.
Jak cofam się myślami wstecz to właśnie takie lata przychodzą mi na myśl - u dziadków na wsi .
Nie wspominam tak często wyjazdów z mamą i siostrą na wczasy z funduszu zakładowego nad morze  lub w góry . Ta wieś dziadków zapadła mi najbardziej w sercu .
Teraz , gdy wynajęliśmy dom na wsi , te myśli powracają...w tamtych czasach nie było techniki tak rozwiniętej ( i bardzo dobrze ! )  żeby można było te chwile utrwalać na zdjęciach . Zostały w myślach . Teraz mogę je trochę ożywić i posłać w świat przez internet .
Wklejam też dla was sielskie obrazki znalezione kiedyś na stronie www.liveinternet.ru


Dom moich dziadków był na kolonii w pewnej podlaskiej wsi . Koniec lat 70-tych , początek 80-tych pamiętam jako dobre lata dla rolników  . Na każdym podwórku drepczące kuru i gęsi . W oborach i na łąkach  po kilka krów , bo bez mleka nie można było żyć .  Każdy gospodarz miał konia , a co bogatszy traktor .
Dziadkowy dom był  wiekowy już wtedy . Ze starych , drewnianych bali osmalonych na czarno przywieziony , gdzieś z za wschodniej granicy .
W nim urodził się mój tato - rocznik 1936 i jego dwóch braci oraz siostra .


Tato jako młody chłopak wyjechał  do miasta i tam został do dziś :) .
Ale na wakacje , gdy miałam kilka lat , jeździliśmy  w jego rodzinne strony co weekend .
A na wsi..... oj , działo się...:)
Razem ze mną , w tym samym czasie przyjeżdżało moje cioteczne rodzeństwo z Warszawy . Wesoło było . :))
Byliśmy w różnym wieku . Grażynka , kuzynka ,  była najstarsza . Długo panną była . Prowadziła wtedy dom wraz z moją ciocią , a jej mamą . Babcia tylko nadzorowała . Kobiety  kręciły się po kuchni cały dzień . A my hajda na harce !
Bieganie boso po łąkach i próbowanie wszystkich roślinek . Skubaliśmy różne nasionka , ziarenka i testowaliśmy ,  które są najsmaczniejsze . Moczyliśmy nogi w pobliskiej małej rzeczce  nieraz wpadając do niej całym tyłkiem w ubraniu  !
Z ogródka podjadaliśmy zielone pomidory albo truskawki .


Mój cioteczny brat Adam , trochę starszy ode mnie , woził mnie po podwórku  w drewnianym wózku zrobionym przez jego tatę . Dama byłam w powozie!
 Ze stodoły , gdzie leżało wymłócone ziarno garściami wyjadaliśmy zboże . Takie się jadło rarytasy !
A były też inne ..np. rabarbar prosto z pod płotu urwany lub pajda ciemnego chleba zamoczona w wodzie i posypana cukrem..słodka pycha !

 
Jabłek na podwórku było mnóstwo. ,, Papierówka " uginała się aż do ziemi pod ciężarem owoców . Ciocia gotowała z nich kompot lub piekła ciasto . Mi najlepiej smakował słodki ,, Kosztel " .
Sznury suszonych plastrów jabłek wisiały na piecu , a Grażynka często wydłubywała z nich pestki ,  misternie nizała je na nitkę robiąc korale .
Korale zakładała Ania ( jej młodsza siostra ) w sobotni wieczór na wiejską zabawę . Jak ja jej zazdrościłam  tej zabawy ! . Podglądałam jak się stroi w krótkie jeansowe spódniczki .
Był też brat Zdzisiek . Nie wychodziło mu bardzo życie młodego chłopaka , wiecznie uwikłany w dziwne towarzystwo i kłopoty . Jako jedyny ze swego rodzeństwa urodził się ,,rudy i piegowaty " . W tamtych latach młodym ludziom np. z rudymi włosami  było ciężko , wciąż napotykali się z podśmiewaniem i wyzwiskami . Zdzisiek był przystojny , ale rudy i musiał sobie jakoś z tym radzić radzić . Nakładał na twarz mnóstwo kremu Nivea co wieczór w nadziei , że ukryje piegi .
Na wiejską ,,potupajkę sobotnią " nakładał wyprasowaną koszulę z postawionym kołnierzem i szałowe jeansy z poszerzanymi nogawkami  tzw .  ,,dzwony ". Gdy szedł  , zamiatał szerokimi nogawkami całe podwórko :) .
.Miał powodzenie u dziewczyn , co oczywiście nie podobało się miejscowym chłopakom .
,,Nie będzie nam Warszawiak dziewczyn ruszał " ! No i wracał Zdzisio nad ranem ze ,,śliwką " pod okiem , w podartej koszuli i brudnych ,,dzwonach ". Kurował się cały tydzień do następnej zabawy ..


Obiad - oczywiście królował rosół ze swojej kury , którą skubała ciocia . Ja patrzeć na to nie mogłam . Ale był to  normalny rytuał na wsi .
Rosół cudny , pachnący z wielkimi ,,okami " pływającymi . Kobiety jadły z makaronem  , a chłopy z ziemniakami . :)  I ja lubiłam z ziemniakiem :) i lubię do tej pory .
 Zawsze na środku stołu stała wielka micha ziemniaków . Kartofle młode , posypane koprem parowały pod nosem. Często były gotowane w inny sposób niż tradycyjnie . Oczywiście wszystko gotowało się na piecu , w którym ogień cały czas się palił .
Na dno garnka kładło się liście kapusty , potem ziemniaki i  zalewało wodą , dodawało sól i 2 łyżki  smalcu. Na koniec nakrywało liśćmi kapusty i gotowało na małym ogniu. Wraz ze świeżym  koprem  na stole wyglądały i smakowały pysznie .
.

Cudne to wspomnienia tych lat i aromatów . Zostają na zawsze w głowie . Nie trzeba było nam wtedy dużo . Nigdy się nie nudziliśmy . Nie było telewizora , radia , telefonu..a już od świtu byliśmy na podwórku i ganialiśmy koguta albo on nas po podwórku .
Podkradaliśmy gorące ziemniaki z parnika dla świń dziadkowi , łapaliśmy owady w pudełka po zapałkach ....mnóstwo było tych zabaw i codziennie inne . Zawsze czekałam wakacji i tych wyjazdów na wieś.

www.liveinternet.ru

Macie podobne wspomnienia.....napiszcie . Pozdrawiam i życzę Wam dużo słońca na przyszłe dni !

poniedziałek, 21 marca 2011

WIOSNA !!

21 MARCA - dzis przyszła wiosna ! Ja  wiem , nie zaświeciła słońcem wszędzie , ale już jest ! Tak na nią czekaliśmy i nareszcie jest !



Pamiętam z lat szkolnych jak w tym dniu topiło się Marzannę :) . Czy dziś jest jeszcze taka tradycja ? Może napisze , któraś z Was , która ma dzieci w wieku przedszkolnym lub szkole podstawowej .  Słyszałam w Tv , że są jakieś protesty , że to nie ekologiczne ! :) Może , któraś z Was wie , o co chodzi !?
W/g mnie kukła Marzanny jak najbardziej może być zrobiona z materiałów eko...a przede wszystkim to piękna tradycja i wielka frajda dla dzieci .


www.polskawita.pl


W programie porannym etnograf mówił , że tradycja topienia Marzanny jest bardzo stara , pogańska z  terenów Małopolski . Kukłę niesiono przez całą wieś i pukano do wszystkich drzwi , aby każdy mógł ją pożegnać .Ubrana była w strój panny młodej , nad brzegiem  zdejmowano jej suknię i podpalano przed zatopieniem . Z nad rzeki ludzie wracali do domu z zieloną gałązką (gaikiem ) jako symbolem nowej pory roku - Wiosny  !

 
www.bialczynski.wordpress.com
----------------------------------------
Wyjątkowo i ja mam dziś dobry dzień , bo udało się załatwić trudną osobistą sprawę , która nie dawała spać po nocach . Kamień spadł z serca ,  aż ziemia zadrżała :) !

Na dziś też wyznaczyłam losowanie drobnych nagród za udział w pomocy dla Pana Witolda z Bieszczad ,  o którym pisałam ja i Jagoda z Chaty Magoda . Dziękuję Wam wszystkim za dołączenie się do naszej małej akcji .
-----------------
Pomoc dla Pana Witolda

-------------------------
Do nagród- fantów zgłosiły się 3 osoby - zestaw nr 3 - otrzyma izabell@wp.pl

                                                          zestaw nr 2 - zgłosiły się dwie Panie

wylosowałam ...

za chwilę  wysyłam szczęśliwe maile do dziewczyn !

Wszystkim Wam jeszcze raz bardzo dziękuję w imieniu Pana Witolda :)

Oczywiście wciąż jest otwarte konto ,  na które można wysyłać pieniążki , bo przed Panem Witoldem długa droga odbudowy domu i życia . Jak sobie radzi , napiszę przy najbliższej okazji , gdy będę miała jakieś informacje . Na razie projekt domu w przygotowaniu i zbieranie pieniędzy na materiały .

Nr. konta 85 8621 0007 2001 0005  2445 0005Z dopiskiem "Pomoc dla pogorzelca z Chmiela

..........................................
Wraz z nadejściem wiosny życzę Wam wszystkim wiele pięknych chwil w tym roku .

Planujcie urlopy , cieszcie się naturą naszego kraju , spędzajcie dużo czasu z bliskimi , a wszystko co Was miłego spotka pokazujecie na swoich blogach . POZDRAWIAM...

no i tradycyjnie trochę moich zdjęć z Podlasia...





św. Onufry



........................................................................

niedziela, 20 marca 2011

Trochę zwierzeń na spacerze




obrazki z Podlasia
 ......................................................................
Jakiś czas temu zostałam wyróżniona przez Halinkę z blogu ,,W moim domku " :) . Bardzo Ci dziękuję ,,Majowababciu " !

Wyróżnienie bardzo piękne , ale nie ma nic za darmo ! Wyróżnienie mogę przyjąć pod warunkiem , że napiszę 7 rzeczy ( wyznań ) , o których jeszcze nie pisałam i mnie dotyczą :) .


Trudno coś wybrać , chociaż już jestem chyba w połowie życia..a może bliżej !
No , ale jak się podjęło wyzwanie trzeba słowa dotrzymać .  Poprzeplatam je zdjęciami z naszego białostockiego skansenu wsi  , a więc zapraszam na spacer .



1. Moim marzeniem jest zamieszkanie na wsi . Blisko natury , z dala od cywilizacji . Chciałabym wpadać do miasta tylko na chwilę i zaraz uciekać .

2. Mój pierwszy ,,wypad za granicę " - jeszcze za tzw. komuny .Nie wiem który mógł być to rok . Początek lat 80-tych.  Wczasy w Świnoujściu , granicę z NRD przekraczało się na piechotę ze specjalną wkładką w dowodzie . Pamiętam małe , sympatyczne miasteczko Ahlbeck . Sklepy pełne słodyczy (żelki były wtedy hitem ) , a mama kupiła mi wtedy piękne ocieplane zielone kalosze , które były wtedy czymś rewelacyjnym !  



3. Moje największe oszustwo - w wieku 16 lat , na wakacyjnym wypadzie , znajomy ratownik moich zajomych uległ mojemu urokowi :) ! Uwierzył mi na słowo , że dobrze pływam i wystawił mi kartę pływacką . Nie nauczyłam się pływać do tej pory - kart już nie mam , ale parę razy się przydała , do wypożyczania sprzętu wodnego (kiedyś to był wymóg ) , bo na kajak lecę zawsze pierwsza jak mam okazję:)





4. Jestem szczęśliwą mamą dwóch córek w wieku 19 i 22 lata .



5.Moja pierwsza miłość to serialowy , tytułowy bohater Sandokan (Kabir Bedi ) , jego oczu nigdy nie zapomnę !  :)


Kabir Bedi jako Sandokan (malezyjski pirat )

6. Moja najgorsza noc -  kilka lat temu na lotnisku w Atenach , spędziłam tam chyba z 18 godz.



7. Mój ulubiony napój  - woda z cytryną - gasi pragnienie , leczy niestarwność , oczyszcza organizm ,przyśpiesza metabolizm - Polecam !




i to tyle na dziś ..Życzę miłej niedzieli..

P.S teraz muszę podać dalej te wyróżnienie 3 następnym osobom..muszę kogoś wybrać !

czwartek, 17 marca 2011

Lubię zielone :)

Czekam na zielone drzewa i krzewy :)


............
Zacznę dziś od mięsa , a skończę...na koniczynie !  Brzmi dziwnie ?!


Ostatnio podałam przepis na kiszone cytryny . Wykorzystałam je do niedzielnego obiadu .
Zrobiłam duże , duszone w warzywach ,,gałki " z mięsa mielonego w sosie śmietanowo -cytrynowym .


Mięso mielone wieprzowe i drobiowe z dodatkiem 1 jajka , bułki tartej rozrobionej z odrobiną śmietany, posiekanej kapusty pekińskiej , słodka papryka i odrobina soli do smaku . Duże kule z mięsa układamy w naczyniu , dodajemy startą marchew i pietruszkę , listek laurowy , i pół kiszonej cytryny (nie więcej bo bardzo kwaśna ! ).To wszystko podlewamy wodą , przykrywamy i dusimy około 1 godz. Na koniec do sosu dodajemy śmietanę i zmielony świeżo pieprz. 
Bardzo delikatne , lekkie danie . Kiszone cytryny dają mocno aromatyczny smak i ożywiają sos .

Ja zrobiłam sporo tych cytryn , ale na pierwszy raz można sobie zrobić np. 1 szt. w małym słoiku . Zasypać solą i zalać sokiem z drugiej .
Cytrynkę tą możemy użyć np. do pieczenie kurczaka wraz z ziemniakami na blasze. Skrapiamy jej sokiem doprawione przyprawami mięso i kawałki ziemniaków . Jej kwas spowoduje też , że ziemniaki mogą być długo pieczone i się nie rozpadną .
Mam zamiar dodać ją też do belgijskiego sztandarowego dania czyli do muli z białym winem . :)
Koleżanka będzie piekła kaczkę z jabłkami i kiszoną cytrynką w środku .
Trochę możliwości jest , Myślę ,że koleżanki z blogów kulinarnych coś podpowiedzą :)
Sok z cytryny lubię dodawać też do zupy kalafiorowej . Gotuję ją  na bardziej ostro z dużą ilością czosnku , majeranku i właśnie soku ,na koniec śmietana .
Narazie cytryny stoją w lodówce , soku jest dużo więc chyba go zamrożę w naczyniu na kostki i będę sukcesywnie zużywać.
 ..................................
Dziś ważny dzień !
...dla Irlandczyków i dla mnie :)

http://www.graphicsfairy.blogspot.com/
 17 marca to dzień moich urodzin , w Irlandii to duże święto kościelne i świeckie - Dzień świętego Patryka (Saint Patrick's Day ) .
Irlandczycy w tym dniu mają wolne od pracy , bawią się w pubach , domach i na paradach ulicznych . Naważniejszy w tym dniu jest ich narodowy kolor zielony symbolizujący trawę z ich pięknych rodzimych krajobrazów ,a także koniczynę z legendy o św. Patryku .
Św. Patryk był misjonażem w V w. i około 30 lat głosił słowo boże wśród pogańskich irlandczyków . z jego misją wiąże się wiele legend , opowieści i na zawsze pozostały w historii zielonych wysp .
Jedna z nich głosi , że misjonarz aby obrazowo wytłumaczyć niewiernym istnienie Trójcy Świętej wykorzystal do tego liść białej koniczyny (shamrock).

http://www.graphicsfairy.blogspot.com/
Zmarł 17 marca i ta data pozostała jako dzień wpomnień o jego dokonaniach .
Tradycją jest też picie w tym dniu whisky .Otóz jak legenda mówi , w jednej z karczm ,gdzie przebywał misjonarz karczmarka oszukiwała gości na niedolewaniu trunków. Patryk ostrzegł ją , że spotka ją za to kara z niebios . Od tamtej pory goście dostawali pełne kufle :) .
Irlandczycy wypijają na pamiatkę dziś szkalneczkę whisky zwaną ,,dzbanem Patryka " 

.
Wesoły to dzień w Irlandii , a także w Wielkiej Brytanii , USA , Kanadzie , Holandii , Belgii czy Francji .
Rozpowszechniło się wszędzie tam gdzie losy rzuciły irlandczyków . Przejęły go chętnie inne kraje . Sama miałam okazję świętować ten dzień w Kanadzie , gdzie jest mnóstwo Irisch Pub . Rozbrzmiewa piękna irlandzka muzyka , ludzie noszą zielone kostiumy , kapelusze , często na zielono mają pomalowane twarze . Na stołach , ścianach symbole trójlistnej koniczyny , a na ulicach kolorowe parady..bardzo wesoły dzień .
Często jest też podawane piwo zabarwione na zielono , jest to raczej zwyczaj marketingowy niż tradycja i rozpowszechniony pod turystów.

Więc dziś Zielony Dzień !
Róbmy zielone koniczynki , wypijmy dobre piwo lub szklaneczkę whisky za sympatyczny naród irlandzki !
Ja to zrobię na pewno :) z okazji mojego święta , a zamiast tortu ..hmm ..może zielona sałatka ?!


szpinak i podlaski serek korycinski




Na koniec posłuchajcie pięknej muzyki irlandzkiej wśród pięknej zieleni wysp...

POZDRAWIAM SERDECZNIE WSZYSTKIE MOJE BLOGOWE KOLEZANKI !

wtorek, 8 marca 2011

Kwaśny post :)

Na ten przepis trafiłam przypadkiem czytając przepisy z kuchni Marokańskiej . Zaintrygował mnie .
Kiszone cytryny ! Z tego co wyczytałam na forach i blogach kulinarnych dają one rewelacyjny aromat i smak  mięs , które pieczone są z ich dodatkiem. Można je dodawać zarówno do wołowiny , wieprzowiny i drobiu .
No cóż postanowiłam spróbować i ja .


Kilka cytryn 6-8 szt. moczymy w wodzie po kilka minut , dobrze na koniec jest przelać je wrzątkiem aby maksymalnie ,,zlikwidować " chemię z oprysków . Wyparzamy duży słoik , na jego dno sypiemy garść soli.
Każdą cytrynę nacinamy na krzyż , lekko rozchylamy i wsypujemy do środka łyżkę soli .Cytryny ciasno układamy w słoju . Możemy dodać listek laurowy , ziarno gorczycy , goździk .

Upchane cytrynki podlewamy sokiem z 2 cytryn i zamykamy słoik . W trakcie kiszenia puszczą sok .
 Owoce po tygodniu już są gotowe, w lodowce możemy je przechowywać do miesiąca . Cząstki kiszonych cytryn dodajemy do różnych dań mięsnych pieczonych lub duszonych. Skórka może być dodatkiem do sałatek lub pieczonej ryby . Jak ,,działają " - jeszcze nie próbowałam , wciąż są w słoiku :) .Myślę , że trafią do piekarnika wraz z mięsem w najbliższy weekend .

'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
Cieszę się , że wiosna już coraz bliżej . Głośniej ptaki śpiewają , śnieg pomału znika . Jarmarki świąteczne rozweselają miejskie place . Oczywiście jak co roku byłam na Kaziukowym Jarmarku i wsparłam rękodzieło..:)  




......................

a na koniec kilka fotek z Podlasia :)







Majątek Howieny








 ........................................

Bardzo dziękuję wszystkim , którzy przyłączyli się do pomocy dla Pana Witka z Bieszczad...a kto nie czytał mego apelu może zajrzeć tu... http://mjakmarzenie.blogspot.com/2011/03/prosba-o-pomoc.html


Pozdrawiam
Powered By Blogger
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...